Jak to jest z tym zarabianiem w Internecie

Od początku lipca na powrót mogę cieszyć się (a także smucić) statusem (bezrobotnego) studenta. Dzięki temu oraz zaciskającej się pętli na szyi z napisem „utrzymanie własnej rodziny” zacząłem zgłębiać tajniki zarabiania w Internecie.
Do tej pory miałem niewielkie doświadczenie na tym polu. W przeszłości zarobiłem ok. 300 zł w Google Adsense, ok. 200 zł w programie partnerskim mBanku, sprzedałem 1 ebooka za 9,30 zł w programie partnerskim „Złote Myśli„, a także okrągłe zero produktów w systemie partnerskim Bankier. Za to w ostatnich miesiącach całkiem dobrze radziłem sobie ze sprzedażą na allegro. Oczywiście wiem czym pachną oferty typu HYIP, płatne wyświetlanie reklam na monitorze, płatne maile, ankiety, oferty „zarabiaj 20000 miesięcznie” itp. Od tego typu „zarobków” trzymam się z daleka.

Cieszę się z moich małych sukcesów z tego miesiąca. Udało mi się sprzedać aż 5 produktów w systemie partnerskim Bankier i niebawem powinienem otrzymać swoją pierwszą wypłatę. To doświadczenie pokazało mi, że pieniądze z programów partnerskich wcale nie są takie nierealne, jak to sobie wyobrażałem do tej pory.

Zarejestrowałem się na dwóch portalach zajmujących się sprzedażą linków: ProLink oraz LinkLift. Robię w nich dopiero pierwsze kroki, toteż mam nadzieję, że nie śmieszą Was moi pierwsi reklamodawcy, na których zarobię ok. 1 zł w ciągu miesiąca. Zarejestrowałem się również w nowym programie partnerskim Comperia Lead. Na razie nie zagłębiałem się w szczegóły, ale wydaje mi się słabszą ofertą od Bankiera.

Więcej czasu poświęciłem na zagadnienia związane z google adsense. Wpadły mi do głowy nawet dwa pomysły na zwiększenie zarobków, które mam nadzieję wprowadzić w życie około października (po tym jak się obronię na studiach). Warto dodać, że w obydwu przypadkach nie będę musiał wykazać się dużą ilością pracy.

Jestem zwykłym ojcem, który – jak wielu innych – zderzył się z rzeczywistością rosnących kosztów życia, obowiązkowych opłat i finansowych decyzji, których nikt nas wcześniej nie nauczył. Blog biednyojciec.pl powstał z potrzeby ogarnięcia domowego budżetu, szukania oszczędności tam, gdzie się da, i dzielenia się doświadczeniami, które sam zdobywam metodą prób, błędów i liczenia każdej złotówki. Nie jestem doradcą inwestycyjnym ani finansowym guru z Instagrama. Jestem praktykiem. Opisuję to, co sam sprawdziłem: jak nie przepłacać za ubezpieczenia, rachunki, samochód czy codzienne zakupy, gdzie szukać rabatów, jak ograniczać koszty i nie dać się naciągać marketingowym sztuczkom. Piszę prostym językiem, bez finansowego bełkotu, bo wierzę, że finanse osobiste mają być zrozumiałe dla normalnych ludzi. Celem bloga jest jedno: pomóc innym ojcom (i nie tylko ojcom) żyć trochę taniej, mądrzej i spokojniej, nawet jeśli portfel nie pęka w szwach. Jeśli dzięki temu zaoszczędzisz kilkaset złotych rocznie albo unikniesz kosztownego błędu – to znaczy, że biednyojciec.pl spełnia swoje zadanie.

2 komentarze

comments user
Daro

Szacunek za te 5 produktów w systemie partnerskim Bankier. Mi nie udało się na razie sprzedać, żadnego. Jeden mam niepotwierdzony. Kto wie, może przejdzie.

comments user
E.W.

@Daro

Możesz sprzedawać sobie sam. Dzwoniłem na infolinię – można.